1
Kilka info:
Yhym... a więc:
1) Małe wyjaśnienie:
pochyłe pismo będzie oznaczało, że coś jest pisane w pamiętniku
"normalne" pismo będzie oznaczało, że akcja dzieje się "poza pamiętnikiem" (w rzeczywistości bohaterów)
~ taki znaczek będzie oznaczał, że opisywany/ne jest sen/wspomnienie
"- a taki znaczek będzie oznaczał, że rozmowa jest przeprowadzana telepatycznie (w myślach/głowie)
To chyba wszystko. Jak jeszcze coś mi się przypomni to napiszę w późniejszych rozdziałach. Zapraszam do czytania:
My, demony, nie musimy spać. Nie musimy, ale jeśli już zamkniemy nocą oczy to nie mamy snów tylko różne obrazy z przeszłości; migawki wspomnień. Will przyrównuje to do zdjęć. Ot, każda chwila naszego życia zapisana w "kliszy" jaką jest pamięć. Tej nocy Lizzie znów nieświadomie wywołała żółty płomień mocy. W zasadzie to mój płomień mocy przychodzi i odchodzi kiedy zechce, a ja muszę nauczyć się to kontrolować, bo inaczej, nigdy nie zostanę uznana za pełnoprawnego demona. Ale zbaczam z tematu! Lizzie wywołała nieświadomie płomień mocy i, oczywiście, zaczęła płakać (Ygh! Wkurza mnie to! Moja "siostra" to takie ciepłe kluchy!). William chcąc ją uspokoić zaczął nucić jej do ucha ludzkie kołysanki i w efekcie Lizzie zamknęła swe zapłakane oczęta. "Śniły" jej się chwile kiedy byłyśmy jeszcze Lizbeth... Tą prawdziwą Lizbeth. Małą, słodką, uroczą dziewczynką, która była oczkiem w głowach braci.
~Pomieszczenie wypełniło się białym światłem i ogromnym hukiem, aż wreszcie dziecięcym piskiem. Na podłodze z cichym łoskotem wylądowała kilkuletnia dziewczynka w niebiesko-żółtej sukience.
- Lizbeth! - krzyknął blondyn o złotych oczach. Zmienił się w trójkąt z jednym okiem i podleciał do dziewczynki. - Nic Ci nie jest? - spytał troskliwie zmieniając się z powrotem w człowieka i wyciągnął dłoń w jej stronę.
- N-nie, Bill. Dziękuję. Wszystko dobrze. Po prostu źle obliczyłam rotację podmuchu energii - powiedziała chwytając dłoń chłopaka i wstała.
- Rozumiem, ale przecież sam sprawdzałem twoje obliczenia. Były bezbłędne! Chyba, że... - Spojrzał srogo na dziewczynkę, a ta zagryzła nerwowo dolną wargę. - Znowu eksperymentowałaś, Lizbeth - Bardziej stwierdził niż zapytał i westchnął cicho.
- Ja chciałam tylko... - W dwukolorowych oczach dziecka zalśniły łzy.
- A może jej jednak odpuścisz, Bill? - Po pomieszczeniu rozniósł się czyjś łagodny głos. W drzwiach stał niebieskowłosy młodzieniec o błękitnych oczach z wiankiem żółtych kwiatów na głowie.
- Will! - krzyknęła uradowana Lizbeth. Podbiegła do chłopaka, a gdy ten schwycił ją na ręce ta się w niego wtuliła. Bill podszedł do rodzeństwa i pogłaskał siostrę po głowie, w miejscu gdzie jej blond włosy zgrabnie przechodziły w kolor niebieski.
- No, dobrze. Wybaczam Ci ten ostatni raz - Znowu westchnął.~
Tak. Właśnie to wspomnienie "śniła" Lizzie, ale tego nie rozumiała. Ona wielu rzeczy nie rozumie, jak np. tego, że Bill i Will nie wypuszczają jej z domu, bo chcą ją chronić. Ja mianowicie nie mam tego problemu jako, że potrafię sobie sama poradzić. Wolno mi więc wychodzić z moją paczką pod warunkiem, że poinformuję o tym braci i wrócę przed zmierzchem. Hehe... Przykro mi Lizzie, ale wychodzi na to, że ja mam lepiej.
- Hej, Lizka. Co robisz? - Obok blondynki usiadł czerwonooki brunet i uśmiechnął się.
- Cześć, Corvus. Gdzie Ashley, Tris i Luka? - Dziewczyna uniknęła odpowiedzi na jego pytanie i rozglądnęła się w poszukiwaniu trójki przyjaciół, a Corvus westchnął.
- Poszli po Rena. Zaraz przyjdą, a ty dalej nie udzieliłaś mi odpowiedzi, Lizka - rzekł.
- No, dobra! Zaczęłam prowadzić pamiętnik. Tylko się nie śmiej - powiedziała.
- Dlaczego miałbym się śmiać? Przecież to nic wstydliwego - zdziwił się czarnowłosy.
- Hej, Lizka. Cześć, Corvus. Co robicie? - Nie wiadomo kiedy pojawili się Ashley z Tris i Luka z Renem.
- O, cześć. Nic takiego. Czekamy na was - Lizbeth uśmiechnęła się delikatnie.
- Wyskoczymy gdzieś razem? - Fioletowooka Tris odwzajemniła grymas przyjaciółki, a ta westchnęła cicho.
"- Billius? William? Jest sprawa... -"
"- O co chodzi, Lily? -"
"- Dokładnie... -"
"- Mogłabym wyjść ze swoją paczką? Please -"
"- Lily... Znasz zasady, prawda? -"
"- Znam... Nie wychodzę nigdzie bez waszej zgody, a jeśli takową otrzymam to wracam do domu godzinę przed zmierzchem. To mogę? -"
"- Nie -"
"- A-ale, Bill... -"
"- Lily! Powiedziałem 'nie'! -"
"- Dla-a-cze-e-go-o? -"
"- A dlaczego 'tak'? -"
"- Nie wychodziłam z moją paczką od wieków! -"
"- Już nie przesadzaj... -"
"- Jesteś okropny! -"
"- Nie tym tonem, moja panno! -"
"- William! -"
"- Bill... Lily naprawdę dawno nie wychodziła... -"
"- Znowu jesteś po jej stronie, Will? -"
"- N-nie. Po prostu uważam, że nie możemy jej wiecznie więzić w domu! -"
"- Will... -"
"- Posłuchaj, Bill. Wiem, że Lily to nie do końca Lizbeth, ale to nadal nasza siostra i... -"
"- No, dobra! Możesz iść, Lily, ale godzinę przed zmierzchem widzę Cię w domu... -"
"- Dziękuję. Kocham was! -"
Tak, więc blondynka poszła z przyjaciółmi na miasto. Bawili się wybornie, ale Lizbeth wiedziała, że jeśli nie wróci godzinę przed zmierzchem to Bill będzie zły, a Will już nigdy nie stanie w jej obronie, więc o umówionej porze stanęła w domu. Wykonała wieczorną toaletę i popędziła do pokoju Willa, gdzie zobaczyła...
- Bill?
- Hej, Lily.
- Co tu robisz?
- Ja... Tak rzadko się widujemy. Pomyślałem, że...
- Że co?
- Że może moglibyśmy... spędzić trochę czasu razem?
- Posłuchaj, Bill... To miłe z twojej strony, ale chodzi o to, że Lizzie tak troszeczkę... Tak odrobinkę... Tak ociupinkę się Ciebie boi i...
- Rozumiem...
- To nie tak, że cię spławiam, bracie. Bardzo chętnie spędzę z Tobą czas. Może jutro? Co ty na to?
- Okay. W takim razie... Dobrej nocy, Lily.
- Dobrej nocy, Bill - Chłopak wyszedł, a dziewczyna spojrzała w lustro i zaczęła oglądać swoją metamorfozę. Westchnęła ciężko. Tak bardzo chciała być znowu normalna...
Yhym... Koniec na dzisiaj. Mam nadzieję, że nie wyszło tragicznie i komuś się spodobało (tak, wmawiaj sobie...). To do następnego. Pa.
Yhym... a więc:
1) Małe wyjaśnienie:
pochyłe pismo będzie oznaczało, że coś jest pisane w pamiętniku
"normalne" pismo będzie oznaczało, że akcja dzieje się "poza pamiętnikiem" (w rzeczywistości bohaterów)
~ taki znaczek będzie oznaczał, że opisywany/ne jest sen/wspomnienie
"- a taki znaczek będzie oznaczał, że rozmowa jest przeprowadzana telepatycznie (w myślach/głowie)
To chyba wszystko. Jak jeszcze coś mi się przypomni to napiszę w późniejszych rozdziałach. Zapraszam do czytania:
My, demony, nie musimy spać. Nie musimy, ale jeśli już zamkniemy nocą oczy to nie mamy snów tylko różne obrazy z przeszłości; migawki wspomnień. Will przyrównuje to do zdjęć. Ot, każda chwila naszego życia zapisana w "kliszy" jaką jest pamięć. Tej nocy Lizzie znów nieświadomie wywołała żółty płomień mocy. W zasadzie to mój płomień mocy przychodzi i odchodzi kiedy zechce, a ja muszę nauczyć się to kontrolować, bo inaczej, nigdy nie zostanę uznana za pełnoprawnego demona. Ale zbaczam z tematu! Lizzie wywołała nieświadomie płomień mocy i, oczywiście, zaczęła płakać (Ygh! Wkurza mnie to! Moja "siostra" to takie ciepłe kluchy!). William chcąc ją uspokoić zaczął nucić jej do ucha ludzkie kołysanki i w efekcie Lizzie zamknęła swe zapłakane oczęta. "Śniły" jej się chwile kiedy byłyśmy jeszcze Lizbeth... Tą prawdziwą Lizbeth. Małą, słodką, uroczą dziewczynką, która była oczkiem w głowach braci.
~Pomieszczenie wypełniło się białym światłem i ogromnym hukiem, aż wreszcie dziecięcym piskiem. Na podłodze z cichym łoskotem wylądowała kilkuletnia dziewczynka w niebiesko-żółtej sukience.
- Lizbeth! - krzyknął blondyn o złotych oczach. Zmienił się w trójkąt z jednym okiem i podleciał do dziewczynki. - Nic Ci nie jest? - spytał troskliwie zmieniając się z powrotem w człowieka i wyciągnął dłoń w jej stronę.
- N-nie, Bill. Dziękuję. Wszystko dobrze. Po prostu źle obliczyłam rotację podmuchu energii - powiedziała chwytając dłoń chłopaka i wstała.
- Rozumiem, ale przecież sam sprawdzałem twoje obliczenia. Były bezbłędne! Chyba, że... - Spojrzał srogo na dziewczynkę, a ta zagryzła nerwowo dolną wargę. - Znowu eksperymentowałaś, Lizbeth - Bardziej stwierdził niż zapytał i westchnął cicho.
- Ja chciałam tylko... - W dwukolorowych oczach dziecka zalśniły łzy.
- A może jej jednak odpuścisz, Bill? - Po pomieszczeniu rozniósł się czyjś łagodny głos. W drzwiach stał niebieskowłosy młodzieniec o błękitnych oczach z wiankiem żółtych kwiatów na głowie.
- Will! - krzyknęła uradowana Lizbeth. Podbiegła do chłopaka, a gdy ten schwycił ją na ręce ta się w niego wtuliła. Bill podszedł do rodzeństwa i pogłaskał siostrę po głowie, w miejscu gdzie jej blond włosy zgrabnie przechodziły w kolor niebieski.
- No, dobrze. Wybaczam Ci ten ostatni raz - Znowu westchnął.~
Tak. Właśnie to wspomnienie "śniła" Lizzie, ale tego nie rozumiała. Ona wielu rzeczy nie rozumie, jak np. tego, że Bill i Will nie wypuszczają jej z domu, bo chcą ją chronić. Ja mianowicie nie mam tego problemu jako, że potrafię sobie sama poradzić. Wolno mi więc wychodzić z moją paczką pod warunkiem, że poinformuję o tym braci i wrócę przed zmierzchem. Hehe... Przykro mi Lizzie, ale wychodzi na to, że ja mam lepiej.
- Hej, Lizka. Co robisz? - Obok blondynki usiadł czerwonooki brunet i uśmiechnął się.
- Cześć, Corvus. Gdzie Ashley, Tris i Luka? - Dziewczyna uniknęła odpowiedzi na jego pytanie i rozglądnęła się w poszukiwaniu trójki przyjaciół, a Corvus westchnął.
- Poszli po Rena. Zaraz przyjdą, a ty dalej nie udzieliłaś mi odpowiedzi, Lizka - rzekł.
- No, dobra! Zaczęłam prowadzić pamiętnik. Tylko się nie śmiej - powiedziała.
- Dlaczego miałbym się śmiać? Przecież to nic wstydliwego - zdziwił się czarnowłosy.
- Hej, Lizka. Cześć, Corvus. Co robicie? - Nie wiadomo kiedy pojawili się Ashley z Tris i Luka z Renem.
- O, cześć. Nic takiego. Czekamy na was - Lizbeth uśmiechnęła się delikatnie.
- Wyskoczymy gdzieś razem? - Fioletowooka Tris odwzajemniła grymas przyjaciółki, a ta westchnęła cicho.
"- Billius? William? Jest sprawa... -"
"- O co chodzi, Lily? -"
"- Dokładnie... -"
"- Mogłabym wyjść ze swoją paczką? Please -"
"- Lily... Znasz zasady, prawda? -"
"- Znam... Nie wychodzę nigdzie bez waszej zgody, a jeśli takową otrzymam to wracam do domu godzinę przed zmierzchem. To mogę? -"
"- Nie -"
"- A-ale, Bill... -"
"- Lily! Powiedziałem 'nie'! -"
"- Dla-a-cze-e-go-o? -"
"- A dlaczego 'tak'? -"
"- Nie wychodziłam z moją paczką od wieków! -"
"- Już nie przesadzaj... -"
"- Jesteś okropny! -"
"- Nie tym tonem, moja panno! -"
"- William! -"
"- Bill... Lily naprawdę dawno nie wychodziła... -"
"- Znowu jesteś po jej stronie, Will? -"
"- N-nie. Po prostu uważam, że nie możemy jej wiecznie więzić w domu! -"
"- Will... -"
"- Posłuchaj, Bill. Wiem, że Lily to nie do końca Lizbeth, ale to nadal nasza siostra i... -"
"- No, dobra! Możesz iść, Lily, ale godzinę przed zmierzchem widzę Cię w domu... -"
"- Dziękuję. Kocham was! -"
Tak, więc blondynka poszła z przyjaciółmi na miasto. Bawili się wybornie, ale Lizbeth wiedziała, że jeśli nie wróci godzinę przed zmierzchem to Bill będzie zły, a Will już nigdy nie stanie w jej obronie, więc o umówionej porze stanęła w domu. Wykonała wieczorną toaletę i popędziła do pokoju Willa, gdzie zobaczyła...
- Bill?
- Hej, Lily.
- Co tu robisz?
- Ja... Tak rzadko się widujemy. Pomyślałem, że...
- Że co?
- Że może moglibyśmy... spędzić trochę czasu razem?
- Posłuchaj, Bill... To miłe z twojej strony, ale chodzi o to, że Lizzie tak troszeczkę... Tak odrobinkę... Tak ociupinkę się Ciebie boi i...
- Rozumiem...
- To nie tak, że cię spławiam, bracie. Bardzo chętnie spędzę z Tobą czas. Może jutro? Co ty na to?
- Okay. W takim razie... Dobrej nocy, Lily.
- Dobrej nocy, Bill - Chłopak wyszedł, a dziewczyna spojrzała w lustro i zaczęła oglądać swoją metamorfozę. Westchnęła ciężko. Tak bardzo chciała być znowu normalna...
Yhym... Koniec na dzisiaj. Mam nadzieję, że nie wyszło tragicznie i komuś się spodobało (tak, wmawiaj sobie...). To do następnego. Pa.
Komentarze
Prześlij komentarz